Aktualności

   

O nas

   

Jednostki

   

Interwencje

   

Nieprzyjaźni zwierzętom

   

Schroniska

   

Hotele

   

Nasi sponsorzy

   

Pomoc

   

Zgubiono zwierzę

   

Znaleziono zwierzę

   

Zwierzęta do adopcji

   

Kontakt

   

Wazne

   

Wsparli nas

   

Znalazły dom

   

Tęczowy Most

   

Podziękowania

   

sprawozdania

   

archiwum

 

Aktualności

STOP RZEŹNIOM DLA KONI -przyłącz się!

AKCJA PROTESTACYJNA 

przeciwko transportowi koni na rzeź

Data: 26 - 28 lutego 2012r.

(główny dzień to pierwszy poniedziałek Wielkiego Postu czyli 27 lutego, ale przygotowania handlarzy zaczynają się już nocą z 26 na 27 lutego) 

Organizator Fundacja TARA - schronisko dla koni.

PRZYŁĄCZ SIĘ!

Szczegółowe informacje na stronie:

www.stop-skaryszew.pl

 

 

 

Warszawski Oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami popiera działania Fundacji TARA. 

Chętnych (tylko osoby pełnoletnie) do wzięcia czynnego udziału w proteście prosimy o zgłoszenia do biura TOZ W-wa; 

mailowo warszawa@toz.pl ,

telefonicznie 697729833

lub osobiście Al.Solidarności 82 w każdy czwartek w godzinach 17-20.

Jeśli uda się zebrać odpowiednio liczną grupę będziemy zabiegali o zorganizowanie wspólnego dojazdu autokarem.

Wstępny plan (do uzgodnienia z uczestnikami):

 1.Zbiórka 26 lutego przed biurem TOZ Wawa o godz. 14.30. Przewidywany czas podróży około 2,5 godziny.

2.Udział w NOCNEJ części protestu polegającej na kontroli przybywających transportów koni. (Przydzielanie zadań od godziny 18.00) 

3.27 lutego udział w DZIENNEJ części protestu polegającej przeprowadzeniu manifestacji i zbieraniu podpisów pod petycją.

4.Popołudnie 27 lutego powrót do Warszawy.

Co ze sobą zabrać? • Latarki • Aparaty fotograficzne • Kamery • Jedzenie i ciepłe picie • Ciepłe ubranie • Barszcz czerwony w proszku – dla tych, którzy chcą wziąć udział w demonstracji z użyciem barszczu symbolizującego krew

Na stronie www.stop-skaryszew.pl także można deklarować udział w akcji protestacyjnej. Tam również dokładne informacje o powodach, celach i planowanych sposobie działania.

 

 Jeśli nie możesz z nami być osobiście, pomóż nam podpisując petycję i wypełnioną wyślij pod adres:

Fundacja TARA

ul.Piskorzyna 18

56-160 Wińsko

z dopiskiem "PETYCJA"

 

 

Walcz z nami o poszanowanie praw zwierząt, o powrót wielowiekowej polskiej tradycji, wedle której koń jest zwierzęciem szlachetnym, pięknym i mądrym, a nie jedynie "7zł/kg". Nie pozwólmy na podłe traktowanie tych delikatnych, wrażliwych zwierząt. Poświęć na ten cel dzień urlopu, poświęć ten czas dla nich, Twoja jedna nieprzespana noc może ocalić wiele istnień -naprawdę warto!

 

 

Demonstracja pod ambasadą Ukrainy

13 stycznia 2012r. odbyła się demonstracja mająca na celu wyrażenie sprzeciwu wobec BESTIALSKIEMU ZABIJANIU bezdomnych zwierząt (głównie psów) na Ukrainie. Manifestanci zebrali się o godzinie 13ej pod budynkiem ambasady z nadzieją, że przedstawiciele władz zechcą przyjąć od nich petycję podpisaną przez 20000 osób i tym samym przyjąć do wiadomości brak tolerancji Eurpejczyków dla tych nieludzkich poczynań. 

Masowa eksterminacja psów na Ukrainie jest metodą na zlikwidowanie problemu bezdomności zwierząt przed EURO 2012. Zwierzęta zabijane są skandalicznymi metodami powodującymi długotrwałe umieranie w bólu i nieopisanym cierpieniu. Częstokroć żywe jeszcze zwierzęta są palone, zakopywane, wyrzucane do dołów z wapnem na wysypiskach śmieci. 

A wszystko to ma miejsce w EUROPIE, w XXIwieku!

więcej na stronie www.stopmordowaniu.pl

FILM z demonstracji TU   

[zoja26.01.2012]

 

SEJM -Obywatelski Projekt U.o Ochronie Zwierząt

Dnia 12.01.2012r. prezes warszawskiego Oddziału TOZ Monika Nowicka (ponownie) miała możliwość przedstawienia obywatelskiego projektu Ustawy o Ochronie Zwierząt podpisanego przez blisko ćwierć miliona Polaków. Jak wszystkim wiadomo 01.01.2012 roku weszły w życie nowe przepisy dotyczące praw zwierząt, ale niestety, nadal nie są one wystarczające. W związku z tym Koalicja Dla Zwierząt, w której skład wchodzi kilkadziesiąt organizacji pro-zwierzęcych niezaprzestaje działań na rzecz stworzenia PRAWDZIWEGO prawa dla zwierząt. Wystąpienie Moniki Nowickiej cieszyło się dużym zaintersowaniem posłów i poskutkowało wydaniem przez kluby poselskie decyzji o skierowaniu projektu do prac komisji sejmowej. Jest to niewątpliwy sukces osób, które pracowały nad projektem, jak również wszystkich miłośników zwierząt. 

Poniżej przedstawiamy treść wystąpienia prezes Moniki Nowickiej (całość str.134). 

'5. posiedzenie Sejmu w dniu 12 stycznia 2012 r. Projekt ustawy o ochronie zwierząt

Przedstawiciel Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Monika Nowicka:

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

Przede wszystkim na wstępie chciałabym podziękować za możliwość ponownego przedstawienia naszego obywatelskiego projektu, który był prezentowany pod koniec ubiegłej kadencji – w tej chwili po raz kolejny mamy taką możliwość – i wyraźną wolę, chęć pochylenia się nad zagadnieniem polepszenia praw zwierząt, co jest dla nas bardzo istotne.

Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt, która została wprowadzona, już w tej chwili, od 1 stycznia 2012 r. działa i jej przepisy są już przez nas, przez organizacje prozwierzęce wykorzystywane w obronie praw zwierząt. Jednak w toku prac nad tą właśnie no- welizacją wypłynęły pewne kwestie, które nie zostały poruszone, które nie były uregulowane, a w przypadku których sami członkowie Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt zauważyli, że powinny być uregulowane. Oto niektóre z nich. Oczywiście postaram się przedstawić je w bardzo dużym skrócie, żeby nie zajmować zbyt dużo cennego czasu.

Pierwszą sprawą jest kwestia nadzoru nad przestrzeganiem przepisów ustawy. W tej chwili leży to w gestii Inspekcji Weterynaryjnej, służby, która ma bardzo wiele zadań, a przede wszystkim zajmuje się pilnowaniem – tym zajmuje się w głównej mierze – by produkty pochodzenia zwierzęcego były bezpieczne dla konsumentów, a sama produkcja przebiegała płynnie. Ochrona zwierząt to zupełnie inne zagadnienie, które ma na celu zminimalizowanie cierpienia zwierząt i zapewnienie im takich warunków, w których jak najlepiej będą mogły znieść narzucony im przez człowieka los. To, że nadzór Inspekcji Weterynaryjnej jest niewystarczający, wynika nie tylko z obserwacji organizacji prozwierzęcych zajmujących się ochroną zwierząt, ale również z raportów NIK, a nawet wyników kontroli przeprowadzonych przez samą Inspekcję Weterynaryjną. Dlatego my w projekcie obywatelskim proponujemy powołanie niewielkiej instytucji, inspektora do spraw zwierząt, który byłby na szczeblu krajowym, z oddziałami na szczeblach wojewódzkich.

 Inspekcja ta miałaby na celu wykorzystanie i koordynację służb państwowych, takich jak Policja, straż miejska, Inspekcja Weterynaryjna i dynamicznie rozwijający się w tej chwili w Polsce sektor pozarządowych organizacji, które zajmują się ochroną zwierząt. Byłby to nadzór nad kluczowymi dla ochrony zwierząt zagadnieniami, takimi jak schroniska, hodowle zwierząt, system rejestracji, czy w ogóle podejmowanie decyzji o odbiorze zwierząt. Tutaj chodzi też głównie o rejestrację psów, czyli dotyczy to posiadaczy psów ras agresywnych, co stanowi ogromny problem w Polsce, chociażby ze względu na organizowanie walk psów. To też egzekwowanie obowiązków gmin. Obecna nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt wprowadziła obowiązek dla gmin stworzenia programów najpóźniej do 31 marca każdego roku, które mają zapewnić opiekę zwierzętom bezdomnym i regulować kwestie opieki nad kotami wolno żyjącymi, odławianie zwierząt. Natomiast właśnie taki inspektor na szczeblu krajowym czy na szczeblu wojewódzkim mógłby kontrolować, jak gmina realizuje ten przepis ustawy o ochronie zwierząt, czy faktycznie te programy są tworzone, czy one działają i czy są realizowane w danej gminie.

Ponadto proponujemy w naszym projekcie obywatelskim – wzorem krajów zachodnich państw, takich jak Wielka Brytania czy Austria – zakaz utrzymywania i wykorzystywania dzikich zwierząt w cyrkach. Ich wykorzystywanie ma nie tylko antyedukacyjny charakter w przypadku dzieci i młodzieży, promując zamykanie zwierząt w niewielkich klatkach na wiele, wiele lat, do końca ich życia i używanie przemocy przy tresurze, ale również jest przyczyną cierpienia, którego nie da się w żaden sposób uzasadnić. Ponadto jest bezsprzecznie formą znęcania się nad tymi zwierzętami. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że obecna ustawa przewiduje obowiązek człowieka zapewnienia warunków maksymalnie zbliżonych do naturalnych. Nie muszę przekonywać, że cyrk, klatka w cyrku oraz arena cyrkowa nie są w żadnym wypadku środowiskiem naturalnym, zbliżonym do naturalnego dla tygrysów, słoni czy wielbłądów. Ponadto wydaje mi się, że również nie muszę przekonywać, jak wygląda tresura. Te zwierzęta zmuszane są do wykonywania czynności, które są całkowicie sprzeczne z ich naturą, jak na przykład przeskakiwanie przez płonącą obręcz, zmuszanie tych zwierząt do wykonywania właśnie takich czynności musi być bodźcem zdecydowanie silniejszym niż naturalny strach przed ogniem.

Ponadto proponujemy wprowadzenie ochrony kotów wolno żyjących. Obecność kotów wolno żyjących w naszym otoczeniu – mam na myśli aglomeracje miejskie, aglomeracje wiejskie, właściwie wszędzie w naszym otoczeniu są takie koty – powoduje ograniczenie populacji gryzoni. Obecnie są one niestety przedmiotem ataków. Tak silny ostatnimi czasy, w ciągu ostatnich powiedzmy 5–6 lat, wzrost interwencji organizacji prozwierzęcych w obronie kotów sprawił, że pojawiła się intencja wprowadzenia jakiegokolwiek zapisu mówiącego o ochronie ich praw. W tej chwili jakby tego nie było. Oprawcy... Niestety tak to wygląda, że dochodzi nie tylko do zabijania kotów, ale też do znęcania się przy tym nad nimi w okrutny sposób: poprzez wieszanie, palenie, krzyżowanie, wydłubywanie oczu, obcinanie kończyn. Są to rzeczy, które są czynione codziennie, nagminnie, jeżeli chodzi o koty wolno żyjące. Dlatego też zdecydowaliśmy, że ich ochrona jest niezbędna i konieczna. Przy okazji istnieje potrzeba nałożenia, nie tylko na gminy, pewnych obowiązków. Zrobiono krok w tym kierunku, jeśli chodzi o opiekę nad tymi zwierzętami, dokarmianie ich, w obecnej ustawie, za co ogromnie dziękujemy. To jest bardzo ważny aspekt opieki nad tymi zwierzętami. Natomiast ochrona polegająca na nałożeniu obowiązku na właścicieli terenu czy zarządców budynków, w których one bytują, będzie kolejnym bardzo ważnym krokiem, jeśli chodzi o zapewnienie im bezpieczeństwa.

Kolejną sprawą jest transport zwierząt na duże odległości, transport żywych koni wiezionych na rzeź. Jest szansa, że wejdzie rozporządzenie mówiące o transporcie trwającym nie dłużej niż 8 godzin. My proponowaliśmy ograniczenie tego do 12 godzin. Na pewno obecne transporty, trwające 70–80 godzin, w czasie których te zwierzęta są po prostu okaleczane, przewracają się, są kopane przez współtowarzyszy, kończą się bardzo często nie tylko okaleczeniem zwierząt, ale długotrwałą, bardzo bolesną śmiercią w ogromnych cierpieniach. Wydaje nam się, że ograniczenie czasu transportu zwierząt żywych jest sprawą priorytetową, jest sprawą oczywistą. Jeszcze raz powtarzam: żadne zwierzę, które ma docelowo trafić na nasz stół, nie musi w żaden sposób cierpieć, zanim zakończy swój żywot.

Kolejną sprawą, wydawałoby się, że kuluarową, jeśli chodzi o polskie realia, jest problem psów używanych do walk. Jest zapis w ustawie o ochronie zwierząt, był zawsze: i w poprzedniej ustawie, i w obecnej ustawie, który zakazuje organizowania walk. Borykamy się z tym problemem. Docierają do nas sygnały o organizowaniu walk psów. Niestety, wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że wiąże się to z ogromnymi pieniędzmi. Zmuszenie jakiegokolwiek świadka do powiedzenia, gdzie takie walki są organizowane, do skierowania nas w takie miejsce, jest bardzo trudne. Może to się wiązać nawet z ryzykiem śmierci osoby, która chciałaby zainteresować kogoś tym problemem. Dzieje się to w naszym kraju. Wydaje nam się, że powinniśmy też zastanowić się nad kwestią dotyczącą posiadania psów ras agresywnych, uznanych za agresywne i w typie takiej rasy, jakąś możliwością kontroli tego. W obecnych przepisach jest mowa o rejestracji. Wydaje nam się, że nie tylko wprowadzenie obowiązku rejestracji, ale też konieczność uzyskania pozwolenia na posiadanie psa takiej rasy i wprowadzenie egzaminów dla osób, które są właścicielami psów takiej rasy, byłoby już ograniczeniem tego w znacznym stopniu, a na pewno dobrym sposobem kontroli i nadzoru.

Kolejna sprawa to ubój rytualny, którego także dokonuje się w Polsce. W całej Unii Europejskiej i w pozostałej części świata zostały wypracowane pewne standardy postępowania ze zwierzętami podczas uboju. W naszym projekcie ustawy również głównie chodzi o to, żeby zwierzę mogło być zabite jedynie po uprzednim ogłuszeniu, aby ograniczyć, zminimalizować cierpienie zwierzęcia przed śmiercią, o czym mówiłam już wcześniej. Kolejna sprawa. Zabicie zwierzęcia bez ogłuszenia go jest oczywistym faktem znęcania się nad nim. W związku z tym ubój rytualny, który w niektórych religiach jest praktykowany, jest ewidentnym znęcaniem się nad zwierzętami. Polega on na tym, że podrzyna się zwierzęciu gardło i patrząc na wyciekającą z niego krew, świadomie czeka się, aż zwierzę samo się wykrwawi. Każde zwierzę naturalnie boi się ubytku własnej krwi, jak i krwi pobratymców, w związku z tym jest to nie tylko cierpienie fizyczne, ale przez cały okres, że tak powiem, dogorywania, jest to ogromny stres psychiczny dla tego zwierzęcia. Uważamy, że powinno to być zakazane.

Chcielibyśmy też zaproponować wprowadzenie takiej formy jak dom tymczasowy. Mówimy oczywiście o schroniskach, przytuliskach, która to forma prawnie nie istnieje. Dom tymczasowy byłby miejscem, które mogłoby być prowadzone przez osoby prywatne, współpracujące z organizacjami prozwierzęcymi i pozarządowymi, które statutowo zajmują się ochroną zwierząt. Mogłoby to opierać się na współpracy z władzami gminnymi, ponieważ władze gminne, gdyby taką formę instytucji wprowadzić zapisem ustawowym, mogłyby przekazywać do takich domów bezdomne zwierzęta. Dom tymczasowy jest o tyle cennym miejscem, że jest to, powiedzmy sobie, minidom rodzinny, czyli nie ma tam takiej liczby zwierząt, jak w schronisku, i na pewno opieka ta przebiega w zupełnie innym trybie. Przy okazji mogłoby to być dla samej gminy nie tylko walką z bezdomnością, nie tylko kwestią realizacji zapisów ustawy, czyli obowiązkiem wprowadzenia programu zapobiegania bezdomności, ale też sposobem na obniżenie kosztów.

Ostatnią kwestia, o której też tu dyskutowaliśmy, jest pseudohodowla. W tej chwili Sejm poprzez znowelizowaną ustawę walczy, stara się aktywnie walczyć z pseudohodowlami. Jak się okazało, pojawiły się pewne problemy, jeżeli chodzi o pseudohodowców. Próbują oni obejść przepisy, które weszły. Jednak wydaje nam się, że warto byłoby zastanowić się nad uznaniem hodowli za działalność gospodarczą i opodatkowaniem tego. Byłby to sposób na ograniczenie rozmnażania w pseudohodowlach i ograniczenie ich istnienia.

Kończąc, chciałabym przede wszystkim podziękować za wysłuchanie mnie, za cierpliwość, a jednocześnie prosić o głos na tak, żebyśmy mieli możliwość pochylenia się nad naszym projektem, przedyskutowania wielu spraw. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jest on doskonały, nie jest on najlepszy, ale gdyby był najlepszy, to nie prosilibyśmy państwa o pomoc w jego przygotowaniu i nie prosilibyśmy państwa o to, żebyście właśnie wy ze swoją wiedzą, ze swoją znajomością tematu, pochylili się nad tym. Dziękuję bardzo. (Oklaski)'

[zoja 20.01.2012]

 

Przypomnienie o składkach (!)

Przypominamy, że minął termin wpłacania składek za 2011r. dla członków Warszawskiego Oddziału TOZ. W lutym 2012 r. Osoby zalegające ze składkami od 24 miesięcy lub więcej zostaną usunięte z listy członkowskiej. 

 

Niezależnie od statusu materialnego, każdy członek TOZ powinien traktować składkę członkowską jako (niestety, często jedyną) formę wsparcia naszych działań interwencyjnych (inspektorat, leczenie zwierząt, programy przeciwdziałania bezdomności).

Składka dla pracujących wynosi 5 zł/m-c; bezrobotni, studenci, uczniowie, emeryci i renciści płacą 3 zł/m-c.

W każdy czwartek od 17.00 do 20.00 dyżury pełni Prezes Monika Nowicka.

(zoja)

 

Los karpi w rękach prokuratorów

Przed świętami Andrzej Seremet przestrzega: sprawcy cierpień ryb mają być ścigani i karani Prokurator generalny Andrzej Seremet włączył się w dyskusję o tym, jak przed Wigilią powinny być traktowane karpie. Jednak jego głos budzi wśród śledczych kontrowersje. O zmianę przedświątecznych przyzwyczajeń Polaków od dawna walczą organizacje ekologiczne. Chcą, by żywe karpie sprzedawane przed Wigilią były transportowane, przechowywane i zabijane w sposób humanitarny. Na forum dyskusyjnym prokuratorzy.net można przeczytać, jakie wytyczne wystosował w tej sprawie Seremet. Zwraca on uwagę podległym śledczym na zapisy ustawy o ochronie zwierząt.

"Ponieważ ryby są kręgowcami, podlegają ochronie przewidzianej w tej ustawie na równi z innymi zwierzętami kręgowymi" – pisze. I szczegółowo wylicza, jakie traktowanie ryb jest łamaniem prawa. Znęcaniem się jest m.in. transportowanie żywych ryb w pojemnikach pozbawionych wody, foliowych workach lub koszykach. Prokurator generalny odnosi się też do kwestii zabijania karpi w domach. "Ogłuszania, wykrwawiania lub uśmiercania zwierząt mogą dokonywać jedynie osoby, które ukończyły 18 lat, posiadają wykształcenie co najmniej zasadnicze zawodowe oraz odbyły wymagane prawem szkolenie" – czytamy w wytycznych. Seremet przypomina, że za znęcanie się nad zwierzętami lub ich niehumanitarne zabijanie grozi do roku więzienia. – Jako prokurator w czynnej służbie mam nadzieję, że prokurator generalny równie dużą uwagę jak do kręgowców oddychających tlenem typu karpie będzie przykładał w kolejnych wytycznych do kręgowców oddychających tlenem typu ludzie, a w ślad za nim pójdą wszystkie prokuratury – mówi "Rz" Małgorzata Bednarek, przewodnicząca Niezależnego Stowarzyszenia Prokuratorów Ad Vocem.

Stanowiska Seremeta broni jego rzecznik Mateusz Martyniuk: – W Polsce od dłuższego czasu toczy się debata o humanitarnym traktowaniu zwierząt. Nie ma więc nic w tym dziwnego, że prokurator generalny w okresie przedświątecznym zabiera głos w tej ważnej kwestii i przypomina obowiązujące w tym względzie przepisy prawa. Andrzej Seremet polemizuje też z twierdzeniem, że "świąteczna tradycja wieczoru wigilijnego usprawiedliwia w tym wyjątkowym okresie wszelkie niehumanitarne traktowanie zwierząt". Z takich wytycznych są zadowoleni członkowie organizacji ekologicznych. Jacek Bożek z Klubu Gaja, który 35 lat temu zapoczątkował akcję wypuszczania karpi: – Dla mnie to jak upadek komunizmu. Cieszę się, że prokurator generalny zwraca uwagę na rzecz dla mnie oczywistą, że prawo powinno być przestrzegane. A prawo za sprawą naszej akcji zostało tak zmienione, iż uznano, że ryby to takie same kręgowce jak inne, że karpie to stworzenia, którym przez lata zadawano bezsensowne cierpienia. O tym, że karpie są traktowane coraz lepiej, zapewnia Andrzej Maria Faliński z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Firmy skupione w naszej organizacji miały odwagę zmierzyć się z problemem barbarzyństwa, jakie miało miejsce w okresie przedświątecznym. Podpisały stosowne porozumienia z głównym inspektorem weterynaryjnym, by zapewnić humanitarne warunki sprzedaży ryb. Potwierdza to Michał Sikora z Tesco. – W Tesco działamy zgodnie z wytycznymi głównego lekarza weterynarii w sprawie postępowania z żywymi rybami będącymi przedmiotem sprzedaży detalicznej – zaznacza.

Rzeczpospolita,autor: Dorota Awiorko-Klimek źródło: Dziennik Wschodni/Fotorzepa 

 

Cierpienie na święta?

...MOŻE W TYM ROKU ŚWIĘTA BEZ KARPIA?... nie przyczyniaj się do cierpienia niewinnych zwierząt.

RYBY CZUJĄ!

[zoja 10.12.2011]

 

APEL w sprawie kotów wolnobytujących

 

 

BARDZO PILNIE POTRZEBNE DOMY DLA 2 KOTÓW

Tygrysek i Blek - dom potrzebny od zaraz!

Zobacz szczegóły w dziale "Zwierzęta do adopcji" TU

 

NIE KUPUJ ZWIERZĄT NA BAZARACH !!!

BĄDŹ CZŁOWIEKIEM!

Nie wspieraj procederu znęcania się nad zwierzętami !  

Nie wspieraj ludzi, którzy żyją z nieszczęścia zwierząt !

 

 

Kochani,

To są prawdziwe zdjęcia z tzw. hodowli... Ci "hodowcy" sprzedają  psy na  wszelkiego rodzaju portalach internetowych, na miejskich bazarach i targowiskach, ogłaszają się w gazetach.

Psy są "rasowe" bez rodowodu, tańsze...

Pamietaj; wg wszelkich zasad obowiazujących w Polsce pies bez rodowodu to kundelek - niezaleznie od tego, do jakiej rasy jest podobny. Nie istnieje coś takiego jak PRAWIE RASOWY PIES.  "Prawie" czyni wielką rożnicę..

Chcemy uświadomić ludziom, że kupując psa "rasowego" bez rodowodu, po okazyjnej cenie wspierają proceder bestialstwa i znęcania się nad zwierzętami, występującymi tu w roli reproduktorów i towaru, którym bezduszni handlarze obracają jak przedmiotem ostatniej kategorii...

Jeśli nie stać Cię na psa z rodowodem z prawdziwej hodowli, adoptuj psa ze schroniska; nie wspieraj nielegalnych hodowli.

Uświadomcie swoich znajomych. Nie napędzajmy ich sprzedaży..

Życie suki w pseudohodowli, nie dość, że całe jest zwyczajnie PODŁE, to w dodatku kończy się z chwilą, gdy przestaje być zdolna do reprodukcji. Wówczas, albo jest zabijana (zwykle "domowym sposobem", bo żaden szanujący się weterynarz nie uśpi zwierzęcia tylko dlatego, że już nie może się rozmnażać..), albo wywożona na tyle daleko, aby nie zawracać wiecej głowy "hodowcy" (do lasu, na wysypisko śmieci, gdziekolwiek).

Pseudohodowcy nie przyznają się do posiadania dużej ilości psów. Zwykle udają przypadkowych "szczęśliwych dziadków" potomstwa swojej kochanej suni, która to niechcący zaszła w ciążę z psem sąsiadów - na szczęście tatuś jest tej samej "rasy"... Czasem mówią, że: "suka chciała mieć dzieci, no to ją dopuściłem, żeby się nie męczyła". A inni opowiadają o swoich sukcesach hodowlanych na wystawach krajowych i międzynarodowych itp. - oczywiście nie z tą suką, której dzieci właśnie kupujesz, tylko z jej matką, ojcem lub siostrą. Ilu handlarzy tyle historyjek.. Ważne jest tylko to, żebyś zapłacił.

I interes się kręci..

Im wiecej kupujących tym większa produkcja szczeniąt,

tym wiecej cierpienia,

tym wiecej śmierci.

Pamietaj; w schronisku też można znależć psy podobne do rasowych. Jeśli nie zależy Ci na rodowodzie, a nie masz lub nie chcesz wydawać dużej kwoty na psa z pełną dokumentacją - jedź do schroniska, zapytaj, poszukaj. Możesz też skorzystać z pomocy wolontariuszy organizacji pro-zwierzęcych zajmujących się adopcjami. Na pewno pomogą Ci znależć psa w typie rasy, która najbardziej przypadła Ci do gustu. 

NIE KUPUJ PSA NA TARGU ANI PRZEZ INTERNET !

ZWIERZĘ NIE JEST RZECZĄ !

"Dziekanowska Polana" (48)601253343 www.borderterrier.pl 

[zoja 07.11.2011]

 

Eksterminacja zwierząt na Ukrainie przed EURO2012

Stanowisko polskich organicji pro-zwierzęcych w sprawie sytuacji zwierząt (w szczególności psów) zabijanych  przed EURO 2012 na Ukrainie.

Fot.zapożyczona z www.stopmordowaniu.pl

My, polskie organizacje pro-zwierzęce, chcemy przerwać milczenie oraz wyrazić poparcie dla działań podejmowanych przez naszych ukraińskich kolegów. Wyrażamy protest przeciwko nieuzasadnionemu, niehumanitarnemu, wręcz bestialskiemu zabijaniu psów na Ukrainie. Sprzeciwiamy się okrucieństwo wobec zwierząt.

Na Ukrainie mamy doczynienia z masowym mordem zwierząt, który dokonywany jest według wytycznych władz Ukrainy, zarówno na szczeblu lokalnym, samorządowym jak i państwowym.

Nie zgadzamy się z tym! Uważamy, że działania władzy powinny opierać się na etyce, praworządności i prawości.

Humanitaryzm wobec zwierząt to nie kaprys czy luksus, a wymóg i obowiązek dla człowieka XXI w.

W XXI w. mamy pełny pakiet humanitarnych rozwiązań, humanitarnych metod:

  • sterylizacja i kastracja
  • sterylizacja ciężarnych suk
  • adopcja zwierząt
  • chipowanie
  • usypianie ślepych miotów
  • tworzenie schronisk prowadzonych przez organizacje pro-zwierzęce przy finansowym wsparciu samorządu i państwa.

Te pieniądze, które pobierają szwadrony śmierci można przeznaczyć na rozwiązanie problemu po ludzku.

To, co dzieje się ze zwierzętami na Ukrainie jest przestępstwem nie tylko wobec zwierząt, ale także przeciwko ludzkości, wartościom etycznym i moralnym, które gwarantują nam bezpieczeństwo, suwerenność i wolność. Nam i wszystkim istotom żyjącym!

Nie zgadzamy się, aby Mistrzostwa były pretekstem do uprawiania procederu masowego zabijania psów jako czystki przed EURO 2012!

W chwili obecnej władze Ukrainy to symbol barbarzyństwa wobec zwierząt!

Władze Ukrainy to symbol krwi i cierpienia psów!

APELUJEMY jako polskie organizacje pro-zwierzęce sprzeciwiające się temu co dzieje się na Ukrainie:

PREZYDENCIE UKRAINY!

HOLOKAUST ZWIERZĄT MUSI SIĘ SKOŃCZYĆ!

więcej szczegółów na stronie www.stopmordowaniu.pl

 Przebieg konferencji, w tym wystąpienia naszych delegatów:

 

 

Będąc na Ukrainie nasza delegacja sprawdziała, że nie tylko bezdomne psy są mordowane i maltretowane. Także zwierzęta wykorzystywane do badań "naukowych" (a dokładniej do ćwiczeń dla przyszłych lekarzy).

Psy, Akademia Wet.

NIE tylko psy są ofiarami bezprawia na Ukrainie:

 Cyrk, Gogoliev

[z.26.08.2011r]

 

Rezydentka: Prezesowa Malwinka

Malwinka jest rezydenką w biurze warszawskiego oddziału TOZ. Kotka, u której wykryto schorzenie neurologiczne, nie może być wyadoptowana, toteż, jej domem stało się biuro - i najwyraźniej bardzo jej to odpowiada. Doskonale umie się odnaleźć pośród segregatorów, korespondencji urzędowej i wszelkiego typu pokwitowań. Potrafi też całkiem nieźle wykorzystywać klawiaturę komputera.. Ta trójkolorowo-szylkretowa kotka jest pogodna, ciekawska i wyjątkowo "rozmowna". Wie czego chce i nie pozwala sobie "w kaszę dmuchać". Charyzma, dostojność, ale także wyrozumiałość dla ludzkich i kocich niedoskonałości - to cechy, które umożliwiły jej awans.

Wink          Wink          Wink           Wink            Wink            Wink                            

Malwinka została mianowana Prezesową Kotów Biurowych TOZ!

                                   

Gratulacje można składać w biurze warszawskiego oddziału TOZ w czasie trwania dyżurów (czwartki godz.17-20) - zamiast kwiatów prosimy przyność karmę i kocie akcesoria ;)  

 

 

A tak poważniej...

Może miałbyś/miałabyś ochotę zostać Wirtualnym Opiekunem naszej Malwinki? Wystarczy nawet drobna wpłata przekazywana regularnie na konto warszawskiego oddziału TOZ z dopiskiem "Prezesowa Malwinka", aby znacząco ułatwić nam sprawowanie opieki nad tą wspaniałą rezydentką. Jeżeli się zdecydujesz, nie zapomnij podać swojego adresu e-mail, abyśmy mogli przesyłać Ci informacje o życiu Twojej podopiecznej. (osobiste wizyty także mile widziane!) 

 

 

[Z.25.08.2011r.]

 

OLA - ZMARŁ JEJ WŁAŚCICIEL!!!!!!!!

Ola to 8 letnie sunia, która ma fantastyczny kontakt z człowiekiem. Świetnie asymiluje się innymi psami ale nie lubi kotów. Na jej nieszczęście ZMARŁ JEJ WŁAŚCICIEL i Ola !!!PILNIE!!! potrzebuje nowego, ciepłego domu, gdzie będzie mogła szczęśliwie spędzić resztę życia.

Prosimy o pomoc i kontakt telefoniczny 604-286-397

JEŚLI MOŻESZ NAM POMÓC SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI!!!!

 

Blinkin - nasz Nowy Podopieczny!!!

     BLINKIN

Jest byłym podopiecznym fundacji Sfora i naszym NOWYM :D

Jest to mieszaniec teriera który jest całkowicie niewidomy (PRA) jednak DOSKONALE sobie radzi na spacerach i kocha ludzi. Lubi spacery na smyczy i zabawę ale tylko z koleżankami swojego gatunku ;D 

Poza ślepotą ma też chroniczne zapalenie zatak, więc prycha, kicha...

Oprócz tego jest bardzo sympatycznym, przytulaśnym psiakiem który obecnie

!!!!!SZUKA NOWEGO DOMU!!!!!

JEŚLI CHCESZ OBDAROWAĆ BLINKINA SWOJĄ MIŁOŚCIĄ 

ZAJRZYJ NA STRONĘ Z ADOPCJAMI PO WIĘCEJ FOTEK TEGO CUDOWNEGO PSIAKA 

 

MOŻE BLINKIN CZEKA WŁAŚNIE NA CIEBIE 

Kontakt w sprawie adopcji TOZ: 22 831 98 94  kom. 697729833

 

 

WALKA Z BEZDOMNOŚCIĄ ZWIERZĄT

W 2011 r. Oddział TOZ w Warszawie realizuje program w ramach opieki nad zwierzętami wolno żyjącymi polegający w głównej mierze na ograniczaniu populacji poprzez sterylizację i kastrację, a także dokarmianie oraz poprawę warunków bytowania zwierząt.

Program ten jest realizowany przy finansowym wsparciu Urzędu m. st. Warszawy.

 

STOP MORDOWANIU PSÓW NA UKRAINIE

Warszawski Oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva i Fundacja Niechciane Zapomniane zaprosiły do Warszawy organizacje pro zwierzęce z Ukrainy, aby tu, w wolnym i świadomym kraju, mogły głośno i wyraźnie wypowiedzieć się. Zaprotestować!

MORD NA ZWIERZĘTACH !

W EUROPIE XXI WIEKU !

NIE, NIE, NIE !

To nie epoka barbarzyństwa i kamienia łupanego!

To epoka cywilizacji, humanitaryzmu i człowieczeństwa!

Żaden pretekst nie może usprawiedliwić i być przyczyną bestialstwa, okrucieństwa i bezwzględności  Rządów Ukrainy wobec bezbronnych istot.

 

EUROPO OBUDŹ SIĘ!

POWIEDZ UKRAINIE - NIE!

STOP RZEZI PSÓW!

KRWAWY SPORT MUSI SIĘ SKOŃCZYĆ!

 

 

NOWA USTAWA O OCHRONIE ZWIERZĄT - BARDZO POTRZEBNA

Rozpoczęlismy inicjatywę obywatelską ukierunkowaną na wprowadzenie nowej

USTAWY O OCHRONIE ZWIERZĄT

W tym celu zbieramy podpisy poparcia.

Na stronie Koalicji dla Zwierząt zamieszczony jest tekst projektu przygotowanego przez organizacje należące do Koalicji dla Zwierząt oraz skrót najważniejszych zmian. Ponadto apelujemy o włączenie się w zbieranie podpisów w gronie przyjaciół, znajomych czy współpracowników.

www.koalicjadlazwierzat.org.pl

Idea jest szczytna. Każdy podpis może być znaczący.

Listy prosimy nadsyłać pocztą do Biura TOZ lub dostarczyć osobiście podczas dyżuru w siedzibie Oddziału TOZ w Warszawie al. Solidarności 82 w każdą środę w godz. 17.00 - 20.00.

LICZYMY NA WAS I DZIĘKUJEMY!

 

 

KRWAWE SWIĘTA? TAK! TY JESTEŚ TEMU WINIEN!!

BOŻE NARODZENIE TO CZAS SKŁADANIA ŻYCZEŃ. CZEGO SOBIE I INNYM ŻYCZYSZ? Śmierci? Raczej nie?

ZANIM KUPISZ ŻYWEGO KARPIA DO PLASTIKOWEJ REKLAMÓWKI BEZ WODY, ZASTANÓW SIĘ JAK TY BYŚ SIĘ CZUŁ JAKBY ODCIELI CI DOPŁYW TLENU?

Dlaczego przyczyniasz się do cierpienia karpi?

Bądź humanitarny szczególnie w ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA!!!!!!!!!!

NIe kupuj karpia bez wody!!!!!!!!!! To jest okrutna śmierć przez uduszenie!!!!!!!

Pozwalasz na cierpienie tylko dlatego, że nie słyszysz jak cierpi????

Tradycja nie musi i nie może nieść za sobą cierpienia zwierząt!!!

Skóra karpia jest tak wrażliwa jak gałka ludzkiego oka.

Kupujesz karpia żywego, to niech ten moment będzie  dla niego końcem cierpienia.

Poproś przeszkolonego pracownika o humanitarny ubój OD RAZU NA MIEJSCU SPRZEDAŻY!!!!


A najlepiej kup karpia mrożonego, jak wiele innych ryb!!!!!!!!!!

 

Paluch - oficjalne stanowisko Urzędu Miasta

     W związku z licznymi skargami i uwagami dotyczącymi nieprawidłowego funkcjonowania schroniska przy ul.Paluch 2 w Warszawie przedstawiamy do zapoznania oficjalne stanowisko Urzędu m. st. Warszawy.

http://bip.warszawa.pl/NR/rdonlyres/01F70583-CF7E-4685-BFBE-7915EF6A7C97/748187/stnowiskoUrzduwsprSchroniska1.pdf    

[z.12.10.2010r.]

 

"Darz Bóbr"

Wraz z falą powodziową przypłynęła do nas ponownie dyskusja, na ile
zwierzęta są wrogiem człowieka. I co z nimi robić, w zgodzie z
ekosumieniem, gdy mnożą się, powodują szkody, objadają nas, blokują
inwestycje - bo to są główne pola konfliktów.

W czasie powodzi padło na bobry. Oskarżono je o niszczenie wałów
przeciwpowo -dziowych i zaplanowano odstrzał. Według przyrodników,
oskarżenia są absurdalne, bo bobry kopią nory pod wodą, a wały
oddalone są od normalnego nurtu rzeki. Strzelanie do nich w czasie
powodzi w niczym by nie pomogło. Nawet gdyby miały coś wspólnego ze
szkodami, bardziej sensowne byłoby zabezpieczanie wałów, np. za
pomocą metalowych siatek. Ale bobry od pewnego czasu maj ą czarny
piar. Rolnicy też maj ą im za złe. Twierdzą, że podkopują groble,
niszczą stawy rybne, powodują zalewanie upraw. Pojawiają się
projekty, by na 10 lat zrezygnować z ochrony gatunku.
- Nie grozi nam inwazja bobrów-przekonuje Paweł Średziński z
organizacji WWF Polska. - Gdy populacja się zagęszcza, natura sama
włącza mechanizmy regulacyjne. Po prostu rodzi się mniej młodych. A
rozmiar szkód powodowanych przez bobry jest wyolbrzymiany -
tłumaczy Śledziński. Z badań prowadzonych przez Instytut Nauk o
Środowisku UJ wynika, że jedynie 3 proc. bobrzych stanowisk
powoduje szkody. A ich pozytywny wpływ na środowisko jest nie do
przecenienia. Dzięki bobrom rośnie poziom wód gruntowych.
Naprawiają to, co sknocił człowiek, odtwarzają tereny podmokłe.
Chroni to tysiące hektarów lasów od pożarów.
Gdzie szkody rzeczywiście są znaczne, zamiast odstrzału czy
niszczenia bobrowych tam, można stosować ich udrażnianie. Ten
sposób stosują choćby na Podlasiu. W tamach tworzy się przepusty
tak, by woda przepływała w sposób kontrolowany.

NIE DZIWMY SIĘ DZIWONIOM

Bobry nie zamykają listy zwierząt oskarżanych o spowodowanie
powodzi. Winne maj ą być też słowiki, strumieniówki i dziwonie,
czyli ptaki żyjące w lasach łęgowych, rosnących wzdłuż rzek. To
obszary chronione Naturą 2000. Pojawiły się koncepcje, że gdyby je
wyciąć, woda po gładkim terenie spływałaby szybciej.
- Nowoczesna ochrona przeciwpowodziowa polega na przywracaniu
naturalnej retencji, a nie przyspieszaniu przepływu wód-mówi Piotr
Nieznański, kierownik działu ochrony przyrody WWF Polska. - Lasy
łęgowe są obecnie odtwarzane w dolinach rzek właśnie w ramach
programów ochrony przed powodzią.
Nad Renem robi się to od ponad 20 lat. W całej Europie realizuje
się takie projekty. Wzdłuż Łaby są one mocno zaawansowane. Dzięki
wsparciu z Niemiec taki projekt po raz pierwszy będzie wdrażany
także w Polsce. WWF we współpracy z władzami lokalnymi chce
przesunąć 7 km wałów nad Odrą niedaleko Wrocławia, tam, gdzie tworzą one wąskie
gardło. Z jednej strony zwiększy to bezpieczeństwo, z drugiej
pozwoli na przywrócenie lasów łęgowych na tym obszarze.
- Ekologia i bezpieczeństwo dają się świetnie pogodzić. Trzeba
tylko trochę dobrej woli - przekonuje Nieznański.
W sytuacji, gdy wmieście np. podczas budowy mostów, trzeba wyciąć
część lasu łęgowego, warto brać pod uwagę opinie ekologów zgłaszane
na etapie konsultacji społecznych. Często są to warunki bardzo
proste do spełnienia: nie prowadzić prac w sezonie lęgowym,
zostawić część ściętego drewna, wywiesić budki lęgowe w zamian za
zniszczone siedliska. Tylko tyle, a pozwala uniknąć konfliktu.

ODCZEPMY SIĘ OD SROK I GAWRONÓW

Jedni j e lubią, inni uważaj ą za śmieciarzy lub rozbójników.
Gołębi nie lubi się, bo brudzą, gawronów, bo hałasują, srok, bo są
odpowiedzialne za spadek populacji wróbli. Szczególnie dokuczliwe
potrafią być gawrony. Żyją w koloniach, co potęguje hałas i
sprawia, że ich odchody mogą stanowić prawdziwy problem. Ale i to
jest problem do rozwiązania bez stosowania drastycznych środków.
- Metodą na gawrony jest przepłaszanie - tłumaczy dr Jarosław
Krogulec, dyrektor ds. ochrony w Ogólnopolskim Towarzystwie Ochrony
Ptaków. - Najprostszy środek to armatki hukowe, ale nie wolno ich
stosować w okresie lęgowym. Skuteczniejsze - zdaniem dr. Krogulca -
są metody biosoniczne, czyli emitowanie dźwięków wydawanych przez
ptaki drapieżne, naśladuj ących krzyk przerażone -go gawrona, albo
ultradźwięki. Można także przyciąć gałęzie drzew, na których żyją
gawrony, tak, by utrudnić im budowanie gniazd w niepożądanym
miejscu. Wszystko to jednak trzeba uzgodnić z Regionalnym
Dyrektorem Ochrony Środowiska, bo gawron jest gatunkiem chronionym.
Na gołębie, których żrące odchody niszczą zabytki i pomniki, też są
sposoby. Specjaliści z OTOP nie zalecają montowania kolców, na
które ptaki mogą się nadziewać. Lepsze są specjalne linki,
zakładane na gzymsach czy parapetach, uniemożliwiające gołębiom
siadanie. Gdy chodzi o pomniki, świetnie sprawdzają się śliskie
żele, po których ptaki nie lubią chodzić.
Sroki to gatunek, do którego łatwo lgną różne mity. W Anglii w
XVIII i XIX w. tępiono je bez litości z powodu starego przesądu,
że wydziobują oczy niemowlętom. Także w Polsce sąsiedztwo srok nie
było pożądane przez bajkę o sroce złodziejce. Dziś oskarżane są o
przetrzebienie populacji miejskich wróbli. Fakt, sroka to
drapieżnik. Fakt, wróbli jest coraz mniej. Ale specjaliści nie są
pewni, na ile oba te fakty są ze sobą powiązane.
- Badania przeprowadzone w Łodzi przez dr. Tomasza Janiszewskiego
wykazały, że sroki są odpowiedzialne za redukcję populacji wróbli
tylko w nieznacznym stopniu -wyjaśnia Jarosław Krogulec. Jest kilka
innych przyczyn. Wróble lepiej się czuły w socjalistycznej Polsce.
Ówczesne budownictwo pełne dziur, szpar, szczelin dawało im świetne
miejsca lęgowe. Trawy nie koszono z taką determinacją.
Zdążyła zakwitnąć i wydać nasiona, dając wróblom pożywienie. Śmieci
nie pakowaliśmy do szczelnych plastikowych worków. Resztki
wyrzucane przez człowieka były dla wróbli ważnym źródłem pokarmu.

NIE EKSMITUJMY JERZYKÓW

To, co ograniczyło dostępność miejsc lęgowych miejskim wróblom,
dlajerzyków stało się prawdziwym przekleństwem. Otwory w blokowych
stropodachach to ich podstawowe siedlisko. Jak Polska długa i
szeroka trwa ocieplanie budynków. Jerzyki giną zamurowane żywcem
albo gdy desperacko próbują dostać się do swoich dawnych miejsc
gniazdowania. Te ptaki mają bardzo silną pamięć gniazda. Nie odlecą
gdzie indziej. Od kilku lat, wiosną, regularnie wybucha konflikt
między obrońcami ptaków, którzy usiłują zapobiec masakrze jerzyków,
a spółdzielniami mieszkaniowymi i inwestorami, którzy chcą
prowadzić prace i nie lubią zawracania głowy takimi duperelami jak
jakieś ptaszki. Prawo stoi bezwzględnie po stronie jerzyków. Są
objęte ścisłą ochroną, a według Generalnej Dyrekcji Ochrony
Środowiska, wszelkie prace ograniczające im dostęp do miejsc rozro
du traktować należy jako ° niszczenie miejsc lęgowych. A to
zagrożone jest karą więzienia; z pozbawieniem wolności włącznie.
Tyle że nikt się tym specjalnie nie przejmował.
Jest szansa, że to się zmieni. W lutym 2009 r. sprawa o niszczenie
gniazd w chorzowskich blokach skończyła się wyrokiem (w tym
przypadku chodziło o jaskółki, które także cierpią podczas
remontów). Sąd uznał, że inwestor jest winny, ale ponieważ nie
popełnił przestępstwa celowo, odstąpił od wymierzenia kary. Był to
jednak wyraźny sygnał: nie wolno prowadzić remontów nie zważając na
ptaki. Ten sygnał wyraźnie wzmocnił tegoroczny wyrok szczecińskiego
sądu. Podczas rozbiórki hali targowej zniszczono
największąkolonięjerzykóww Szczecinie. Zginęło ponad 270 ptaków.
Prace prowadzono mimo zaleceń straży miejskiej i protestów
ekologów, którzy alarmowali, że w gniazdach są jaja i świeżo
wyklute pisklęta. Na ławie oskarżonych zasiadło sześć osób, w tym
inwestor i wykonawca rozbiórki. Wszyscy zostali uznani za winnych.
Karyod pół roku do 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu,
kilkutysięczne grzywny i nawiązki na rzecz Towarzystwa Opieki nad
Zwierzętami.
Nie chodzi o to, by nie ocieplać bloków. Modernizacja da się
pogodzić z interesami ptaków i to bez jakichś nadzwyczajnych
działań czy nakładów. Wystarczy wstrzymać prace w okresie lęgowym i
to wcale nie w całym budynku, ale na ścianach, gdzie są gniazda
(jerzyki lubią północ i wschód). Po remoncie nie kratować otworów
wentylacyjnych, ale wykończyć je tynkiem. Tam, gdzie to niemożliwe,
wywiesić budki lęgowe. Tylko tyle. Ale bez tego jerzyki niedługo
znikną z miejskiego nieba.

WEŹMY DOPŁATĘ NA DERKACZA

Z jednej strony pejzaż z zarośniętymi miedzami, łąkami z bogatą
roślinnością, śródpolnymi laskami, oczkami wodnymi, małymi
poletkami, który oznacza niewydajne rolnictwo, ale jest rajem dla
polnych ptaków. Z drugiej - wielkie pastwiska i farmy, tysiące
hektarów monokulturowych, sterylnych upraw, czyli intensywne
rolnictwo dotowane przez Unię Europejską, które sprawiło, że w
krajach Europy Zachodniej ptaki, jeszcze do niedawna uznawane za
pospolite, przeszły do kategorii gatunków zagrożonych wyginięciem.
Polska jest gdzieś w połowie drogi.
- W latach 90. mieliśmy problem odwrotny. Nie opłacało się kosić
podmokłych łąk, więc zarastały krzewami, a to powodowało, że
znikały z nich ptaki, owady czy rzadkie gatunki roślin, takie jak
storczyki - mówi Jarosław Krogulec. - Dla ptaków ideałem jest
odpowiednio użytkowana łąka.
A szanse na to dają unijne programy rolno-środowiskowe. Oferują one
dotacje dla rolników, którzy uprawiają swoj ą ziemię w sposób
pomagaj ący chronić bioróżnorodność. Jeden z tych programów
związany jest właśnie z ochroną siedlisk ptaków łąkowych. Derkacz,
czajka, rycyk, bekas kszyk, wodniczka, kulik wielki, gniazdujące na
ziemi, to gatunki kwalifikujące łąkę do unijnej dopłaty. Aby j ą
uzyskać, rolnik musi jedynie zrezygnować z intensywnego nawożenia i
dosiewania, a pokos opóźnić do 1 sierpnia, gdy młode mogą już
opuścić gniazda. Dzięki tym programom udało się ocalić łąki
biebrzańskie i narwiańskie. Jest szansa, że ożyją także zmienione w
nieużytki łąki w Bieszczadach i Sudetach. Nie tylko bez straty, ale
z korzyścią dla rolników.
- Rząd brytyjski określa poziom życia mieszkańców danego terenu nie
tylko na podstawie takich wskaźników jak bezrobocie, przestępczość
czy dochody, ale także liczebność ptaków pospolitych, bo ich
znikanie to sygnał, że ze środowiskiem dzieje się coś złego -
tłumaczy Jarosław Krogulec. - W Polsce myślimy o czymś podobnym. Na
zlecenie Generalnego Inspektoratu Ochrony Środowiska prowadzimy
monitoring pospolitych ptaków lęgowych. To test na czystość
środowiska i na skuteczność unijnej polityki rolnej.

NIE STRZELAJMY DO KORMORANÓW

W tym przypadku konflikt jest głośny, widowiskowy i miejscami
przybiera rozmiary apokaliptyczne. Gdy w 1999 r. obejmowano ten
gatunek ochroną, w Polsce było ok. 2 tys. kormoranów, dziś - 20
tys. Żyją w dużych i licznych koloniach. Ta na Mierzei Wiślanej,
między Sztutowem a Kątami Rybackimi, jest największa w Europie. I
to jest problem. Odchody kormoranów nie tylko płoszą turystów, ale
sprawiają, że obumierają drzewa. Hałas bywa nie do wytrzymania.
Rybacy zarzucają kormoranom także, że z ich winy połowy są coraz
słabsze, bo konkurują o te same ryby.
Ten ostatni zarzut jest według ornitologów nie do końca słuszny, bo
kormorany z Kątów Rybackich żywią się głównie jazgarzami,
ciernikami i babkami byczymi, które rybaków nie interesują. Ale
sąsiedztwo dużej kolonii faktycznie jest uciążliwe. Problem w tym,
że radykalne rozwiązanie, takie jak strzelanie do kormoranów czy
przestrzeliwanie gniazd, nie tylko nic nie da, ale będzie miało
skutek odwrotny do zamierzonego. Doprowadziłoby to bowiem do
powstania nowych kormoranich enklaw, w których ptaki mnożyłyby się
jeszcze intensywniej.
- Pomysł zabijania zwierząt jako sposób na rozwiązywanie problemów
jest nie do zaakceptowania - deklaruje Piotr Nieznański. - Można
zapobiegać szkodom, stosować metody odstraszania, a w skrajnych
przypadkach nawet ograniczać rozród na przykład przez podkładanie
atrap jaj do gniazd.
W Kątach Rybackich zastosowano jeszcze inną metodę, tzw. aborcję
pisankową. Jaj a opryskiwano olej em, który zatykał pory w
skorupkach i doprowadzał do obumarcia zarodka. To ograniczyło
zasięg kolonii. Kormorany wycofują się z miejsc, w których nie
udało im się odchować młodych.

NIE TUCZMY DZIKÓW

Co by było, gdyby przestać do nich strzelać? Według myśliwych -
katastrofa. Spustoszone pola i uprawy, poważne zagrożenie dla
rolnictwa. Naturalna równowaga w przyrodzie jest zaburzona, dlatego
redukcja zwierząt przez odstrzał jest niezbędna - od lat przekonuje
myśliwska propaganda. Tylko że myśliwi robią wszystko, by do tej
równowagi nie dopuścić. Dokarmiając zwierzęta - co jest kolejnym
argumentem, że strzelać wolno - nie pozwalają, by sama natura
regulowała populację.
- Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w
pojemność ekosystemu. Chodzi o utrzymanie większej liczby
zwierzyny, niż ekosystem może pomieścić. To właściwie forma tuczu,
na którą idą setki, tysiące ton paszy - tłumaczy Zenon Kruczyński,
przez lata myśliwy, dziś ekolog walczący o prawa zwierząt. - U
dzików powoduje to zaburzenia płodności. Lochy wcześniej
dojrzewają, cykl rozrodczy trwa dłużej, wydają liczniejsze mioty.
Zwierzęta mnożą się na potęgę, co daje argument, że trzeba do nich
strzelać. Błędne koło.
Rolnikom nie bardzo zależy na stosowaniu rozwiązań alternatywnych,
czyli grodzeniu upraw, bo za każdy zjedzony kartofel dostają
odszkodowanie od kół łowieckich. Pieniądze na szkody rolnicze koła
zarabiaj ą m.in. odstawiaj ąc dziczyznę do skupu. Pytanie, czy
szkody rolnicze są rzeczywiście tak duże? „Z punktu widzenia
całości krajowej produkcji rolnej, żerowanie zwierzyny na płodach i
plonach tej produkcji nie ma żadnego praktycznego znaczenia dla
efektów gospodarki rolnej" - to nie manifest ekologów, ale
artykuł Włodzimierza Jezierskiego publikowany w „Braci
Łowieckiej". Że nie o szkody i redukcję populacji tu chodzi,
pokazuje przykład zajęcy. Od lat 70. ich liczba gwałtownie spada; z
3 mln do pół miliona w ciągu 30 lat. Przyczyną jest stosowana w
rolnictwie chemia, choroby i rozmnożenie lisów, dzięki wykładaniu
szczepionek przeciwko wściekliźnie. Można powiedzieć, że populacja
zajęcy redukuje się sama, co nie skłoniło jednak myśliwych do
odłożenia broni. Dopiero ostatnio przyszło opamiętanie, bo w
niektórych okręgach sytuacj a jest katastrofalna. Zajęcy nie ma
prawie wcale, trzeba je importować z innych woj ewództw.
Nic też nie usprawiedliwia strzelania do kaczek, dzikich gęsi,
słonek, bażantów. Mają naturalnych wrogów, szkód rolniczych nie
powodują, dokarmiać ich nie sposób. - Nad kwestią, co by było,
gdyby przestać polować, nikt nie próbował się poważnie zastanowić.
Przypuszczam, że odpowiedź brzmi: nic. Przecież w parkach
narodowych się nie strzela i nie dokarmia, a życie rozwija się tam
fantastycznie - przekonuje Zenon Kruczyński.

NIE PATRZMY WILKIEM NA WILKA

Od kiedy wilki są pod ochroną, ich populację udało się nieco
odbudować, choć nadal nie jest ona liczna. W Polsce żyje około 600
sztuk. Na obszarach, gdzie występują, podejmują znów funkcję, do
której stworzyła je natura. Dokonują naturalnej selekcji zwierzyny
płowej i dzików. I to jest dla myśliwych problem. Co jakiś czas
pojawiają się postulaty, że należy zezwolić na odstrzał. Jak ten
mechanizm działa, pokazuje sytuacja z Podkarpacia z 2002 r.
Ówczesny wojewoda, nawiasem mówiąc aktywny myśliwy, wystąpił do
ministra środowiska o zgodę na odstrzał do 50 wilków. Motywował to
„troską o ochronę przyrody i bioróżnorodności", oskarżając
wilki 0 naruszenie równowagi ekologicznej, zredukowały bowiem
tamtejszą populację dzików z 500 do 300 sztuk. Czyli zrobiły to, co
rzekomo muszą robić myśliwi. Przy czym selekcja prowadzona przez
wilki jest naprawdę naturalna, bo wybierają na ofiary zwierzęta
słabsze 1 chore. Im na porożu nie zależy.
Realny konflikt pojawia się, gdy wilki włączają do diety zwierzęta
gospodarskie. I choć skala tego konfliktu nie jest duża (ok. 300
owiec i 150 krów rocznie), łatwo uruchamia stereotyp złego wilka z
bajki; wroga, którego należy wytępić. Według specjalistów odstrzał
jest niezbędny tylko w wyjątkowych wypadkach: gdy zwierzę jest
szczególnie agresywne albo zdecydowanie przestawiło się na dietę z
gospodarskich zwierząt.
- Najważniejsza jest prewencja. Lepiej unikać konfliktu, niż
naprawiać szkody -przekonuj e Piotr Nieznański. W ramach projektu
„Duże drapieżniki w Polsce" WWF pomaga hodowcom montować
elektryczne pastuchy zasilane energią słoneczną, na których
dodatkowo wiesza się flary; paski tkaniny, które poruszając się na
wietrze, płoszą wilki. WWF rozdaje także gospodarzom owczarki
podhalańskie, które skutecznie zniechęcają wilki do polowania na
owce.
Elektryczne pastuchy WWF rozdaje także pszczelarzom, których
pasieki znalazły się w polu zainteresowania niedźwiedzi. Jednak w
przypadku niedźwiedzi od prewencji ważniejsza jest akcja
edukacyjna, która uświadamia ludziom, że niedźwiedź to nie miś
przytulanka, ale groźny drapieżnik. Spotkanie z nim jest naprawdę
niebezpieczne; choć, jak pokazuje przykład zabitego w Tatrach przez
turystów niedźwiadka, nie zawsze dla człowieka. Częścią programu
„Duże drapieżniki w Polsce" jest także rewitalizacja
połemkowskich sadów w Bieszczadach, które mają stanowić dla
niedźwiedzi bazę pokarmową, alternatywną dla niezabezpieczonych
wysypisk śmieci.

DAJMY ŻYĆ ŻABOM I MOTYLOM

Dramat ssaków łatwiej przemawia do człowieka. Ptaki potrafią
obudzić empatię. Ale gdy stroną konfliktu stają się płazy, gady czy
owady, w ludziach budzi się furia. - Stwierdzenie: żabki i motylki
są ważniejsze od ludzi, to utarty slogan służący do zamknięcia
dyskusji i deprecjonowania organizacji chroniących przyrodę. W
naturze nie ma gatunków lepszych i gorszych, a funkcjonowanie
ekosystemów jest zależne od wszystkich jej elementów, nawet tych
mało widocznych - tłumaczy Piotr Nieznański.
Zdarzają się j ednak także konflikty indywidualne. Tak było w
przypadku motyla modraszka telejusa. Okazało się, że w Krakowie i
na warszawskich Bielanach żyje na terenach przeznaczonych pod
inwestycje mieszkaniowe. Modraszek telejus wpisany jest do
„Czerwonej księgi motyli europejskich", chronią go
międzynarodowe konwencje, w Polsce objęty jest ścisłą ochroną. Ale
po drugiej stronie szło o potężne pieniądze. Właścicielom ziemi
sprawa wydawała się prosta - niech modraszek przeniesie się na
jakąś sąsiednią łąkę. Ale siedliskiem modraszka mogą być wyłącznie
łąki, na których rośnie krwiściąg lekarski i żyją mrówki
wścieklice. - Takie konflikty zazwyczaj kończą się dla motyli źle -
twierdzi dr Marcin Sielezniew, entomolog z Uniwersytetu w
Białymstoku. - O rozwiązania kompromisowe w ich przypadku trudno.
Przeniesienie ich na inny teren jest w zasadzie niemożliwe. Dobrze
byłoby zostawić choć fragment siedliska. Rozumiem, że każdy metr
ziemi to realne pieniądze, ale miasta nie mogą być betonową
pustynią, potrzebują terenów zielonych. Wyjściem mógłby być system
rekompensat dla właścicieli ziemi, gdzie są szczególnie cenne
siedliska, ale nie ma chętnych, by je płacić.
Poza terenami miejskimi łatwiej o kompromis. Dr Sielezniew podaje
przykład inwestycji drogowej w Świętokrzyskiem, którą poprowadzono
tak, by nie przecinała najcenniejszych przyrodniczo terenów, gdzie
żyj e kilka chronionych gatunków owadów, czy stoku narciarskiego w
Przemyślu, który zbudowano w sposób maksymalnie oszczędzający
populację innego gatunku modraszka.
Barierą ochronną w wielu przypadkach bywa prawo unijne. Nie można
jednej ręki wyciągać po dotacje, a drugą łamać przyjęte w Europie
standardy. Budując autostrady i drogi szybkiego ruchu, należy
tworzyć przepusty dla płazów, co do tej pory uchodziło w Polsce za
fanaberię.
- Wiele urzędów, które powinny zajmować się ochroną przyrody,
podejmuje decyzje nie uwzględniając płazów i gadów, jakby one nie
istniały - mówi Joanna Mazgajska z Towarzystwa Ochrony Herpetofauny
Tryton, autorka książki „Płazy świata". Od lat toczy batalię z
lokalnymi władzami w Warszawie o parkową faunę. - Gdy słyszę słowo rewitalizacja, zapala mi się
czerwona lampka. W miejsca, w których wystarczyłoby posprzątać,
wjeżdża ciężki sprzęt i niszczy wszystko, co żyje.
Według Joanny Mazgajskiej modelowym przykładem jest Rzekotkowy Staw
na Ursynowie. Żyło w nim 12 gatunków płazów, m.in. rzekotka
drzewna. Podczas rewitalizacji wycięto stare drzewa, których
dziuple rzekotki wykorzystywały, niemal całe szuwary, a staw
otoczono palisadą. Jest czysto, elegancko i bardzo cicho. - Kiedyś
ten staw tętnił życiem, grał, huczał. Zmodernizowany, niemal
całkiem zamilkł - mówi Mazgajska.

ODRÓBMY LEKCJĘ ROSPUDY

W przypadku dróg ekologia kosztuje. Ekrany dźwiękoszczelne, kładki
dla zwierząt leśnych, przepusty dla płazów mogą podnieść koszt
inwestycji o ok. 10 proc. Gdy droga przechodzi przez obszar Natury
2000, nawet o 30 proc. To są miliardy złotych. Ale w przypadku
mostów wersja ekologiczna jest tańsza. Obrońcy przyrody postulują,
by budować mosty płaskie, bo pylonowe mogą stanowić zagrożenie dla
ptaków. Przestrzeń nad korytami rzek to trasy ptaków przelotnych.
Ale nawet wówczas, gdy ochrona przyrody wiąże się z kosztami,
trzeba je ponosić, bo takie j est prawo, które każe chronić
zwierzęta i naturę. Przyzwyczailiśmy się w Polsce, że to czysta
teoria, a ustawa o ochronie przyrody ma charakter deklaratywny i
nie należy się nią specjalnie przejmować. Przystąpienie do Unii
zmieniło tę sytuację. W Europie prawa natury traktuj e się
poważnie. Jak poważnie, mogliśmy się przekonać podczas awantury o
Dolinę Rospudy.
Część urzędników i władz lokalnych odrobiło tę lekcję. Gdy w
Świdniku szykował się poważny konflikt o lotnisko, bo pas startowy
miał przechodzić przez obszar, na którym żyje kolonia susłów,
zdecydowano o przesunięciu jego lokalizacji. Władze Podlasia, które
chcą z kolei budować lotnisko w Tykocinie, między Biebrzańskim a
Narwiańskim Parkiem Narodowym, na razie udaj ą, że protestu
ekologów nie ma.
- W Europie protest ekologów jest sygnałem, że należy usiąść i
szukać kompromisu. U nas albo próbuje się go ignorować, albo jest
to moment, gdy urzędnik zamyka teczkę, stwierdza, że projektu nie
da się zrealizować przez protest ekologów, i chowa do szuflady. Ma
wygodne wytłumaczenie, że sprawa jest nie do załatwienia - mówi
Piotr Nieznański.
Program Natura 2000, wyznaczający obszary szczególnie chronione,
nie wyklucza inwestycji. Nakazuje rozważyć różne warianty i wybrać
najmniej szkodliwy. A jeśli to niemożliwe, w przypadku inwestycji
szczególnie ważnych, zrekompensować wyrządzone szkody.
Protesty ekologów budzą zrozumiałe emocje społeczne, ludzie chcą
mieć przyzwoite drogi, chcą, by kraj się modernizował, nie chcą
dopłacać milionów do modraszka, o którego istnieniu nawet nie
słyszeli. Państwa starej Unii lata temu realizowały swoje
inwestycje, nie oglądając się na ekologię, a teraz od nas oczekują
Bóg wie czego - padają argumenty. Tak, ale dziś za ciężkie miliony
próbują przywracać dawny stan (m.in. importując polskie modraszki).
My mamy szansę ominąć etap błędów. Chcemy, czy nie chcemy, musimy
przyjąć unijne standardy.
Ekolodzy są też często podejrzewani 0 chęć wyłudzenia pieniędzy w
zamian za odstąpienie od protestu. Faktycznie, takie sytuacje się
zdarzały, ale dziś należą raczej do wyjątków. Organizacje
ekologiczne się profesjonalizują, mają świetne zaplecze eksperckie.
Warto z nimi rozmawiać, prosić o pomoc. Bo w kwestii godzenia
ochrony przyrody z modernizacją i inwestycjami kluczem jest wiedza
i edukacja, ale także rozsądna mediacja i skuteczny, zdecydowany
arbitraż państwowy. Wtedy zamiast konfliktu emocji mamy konflikt
racji, a ten łatwiej rozwiązać poprzez dialog 1 kompromis.
We wspólnej Europie nie da się już uprawiać polityki, która
traktuje przyrodę jak przeszkodę na drodze postępu. Trzeba nauczyć
się z nią żyć w kohabitacji, szukać kompromisów. Podzielić się

przestrzenią.

autor: Joanna Podgórska, tekst: "Polityka" 07.07.2010

[z.12.10.2010r.]

 

Komendant uwrażliwia policjantów

Policjant nie zignoruje już wezwania o maltretowanym kocie czy
agresywnym psie u sąsiada. Komendant Główny Policji postanowił
uwrażliwić funkcjonariuszy na ten problem i opracował dla nich
instrukcje, jak mają krok po kroku postępować w takich przypadkach.
 
Szczegółowe zasady postępowania trafiły właśnie do jednostek w
całym kraju - ustaliło TOK FM.
 
- Instrukcje są po to, aby już więcej nie dochodziło do sytuacji, w
których policjant nie podejmuje interwencji, np. po zgłoszeniu o
maltretowanym zwierzęciu - potwierdza asp. Małgorzata Gołaszewska z
wydziału prasowego Komendy Głównej Policji i tłumaczy dotychczasowe
zachowanie policjantów: - Wynikało ono z ich niedoinformowania lub
niewiedzy.
 
Zbigniew Gruda, rzecznik prasowy Straży dla Zwierząt: - Wielu ludzi w
małych komendach zgłaszając taką interwencję odchodzi z kwitkiem.
Słyszą od policjantów, że to ich nie interesuje. Co prawda nie
wszędzie się tak dzieje, dlatego dobrze, że pojawiły się takie
jednolite wytyczne. Nasza praca dzięki temu będzie łatwiejsza -
zauważa.
 
Co policjant powinien wiedzieć o "okrutnym traktowaniu zwierząt" 
 
Do policjantów trafiły dokładnie dwa dokumenty. Pierwszy to
instrukcja, jak punkt po punkcie mają postępować, gdy dostaną
zgłoszenie o "okrutnym traktowaniu zwierząt". Drugi - to zasady
postępowania w przypadku "konfrontacji ze zwierzętami stwarzającymi
zagrożenie". Chodzi np. o zawiadomienia dotyczące agresywnych psów lub
wałęsających się po ulicach dzikich zwierząt.
 
W obu dokumentach Komendant Główny Policji nakazuje policjantom, aby po
zgłoszeniu niezwłocznie udali się na miejsce wydarzenia. Podaje też,
jakie informacje należy w pierwszej kolejności ustalić (już nawet
przez telefon), a także kogo powiadomić (np. weterynarza, służbę
leśną). Informuje też o innych prawach funkcjonariuszy, które
wynikają wprost z ustawy o ochronie zwierząt.
 
To posłowie namówili komendanta 
 
Jak ustaliliśmy, gen. Andrzej Matejuk zdecydował się wprowadzić takie
instrukcje po tym, jak na jednym ze spotkań namawiali go do tego
posłowie z parlamentarnego zespołu przyjaciół zwierząt. Co prawda
policjanci z Komendy Głównej Policji przekonują, że była to
suwerenna decyzja komendanta, ale poseł Paweł Suski z Platformy
przekonuje: - Udało się nam go przekonać. Bo to my pierwsi
zainteresowaliśmy komendanta problemem - mówi.
 
Poseł PO zaznacza jednocześnie, że parlamentarzyści z jego zespołu
negocjują z gen. Matejukiem jeszcze jedno: - Chcemy, aby w podstawowych
szkoleniach kandydatów na policjantów trzy godziny zajęć poświęcono
stosowaniu ustawy o ochronie zwierząt. W ten sposób uwrażliwimy
policjantów na tą tematykę. Mamy już wstępne porozumienie z
komendantem - zapewnia Suski. Cały materiał szkoleniowy ma przygotować
parlamentarny zespół przyjaciół zwierząt.
  
Źródło: Tokfm.pl marzec 2010

[z.11.10.10r.]

 

  1    2    3    4    5    6    7 

 

 

...



Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce, Oddział w Warszawie Al. Solidarności 82, 0-22 831-98-94

. . .